Pohl Frederic - Gateway Brama Do Gwiazd - Rozdzia� 22

Rozdzia� 22



    Tego wieczoru wr�ci�em do siebie i d�ugo nie mog�em zasn��. A na dodatek Shicky zbudzi� mnie wcze�nie rano, by opowiedzie�, co si� dzia�o. Prze�y�y tylko trzy osoby i og�oszono ju� ich podstawow� nagrod�: - siedemna�cie milion�w pi��set pi��dziesi�t tysi�cy. Na poczet tantiem. To wyp�oszy�o ze mnie resztki snu. - Za co? - spyta�em. - Za dwadzie�cia trzy kilo artefakt�w - odpowiedzia�. - Wygl�daj� na zestaw narz�dzi. By� mo�e do naprawy statku, bo znaleziono je w l�downiku pozostawionym na jakiej� planecie. W ka�dym razie - s� to jakie� narz�dzia.
    - Narz�dzia - powt�rzy�em. Wsta�em i pozby�em si� Shicky'ego, my�l�c o nich pocz�apa�em w kierunku zbiorowego prysznica. Narz�dzia, to by�o co�! Mog�y znaczy� mo�liwo�� otwarcia uk�adu nap�dowego w statku Heech�w bez wysadzenia wszystkiego w powietrze, a tak�e odkrycie zasady dzia�ania tego uk�adu i powielenie go. Narz�dzia mog�y oznacza� prawie wszystko, ale z pewno�ci� znaczy�y siedemna�cie milion�w pi��set pi��dziesi�t tysi�cy dolar�w got�wk�, nie licz�c procent�w, podzielone mi�dzy trzy osoby.
    Jedn� z tych os�b mog�em by� ja.
    Nie�atwo jest cz�owiekowi nie my�le� o pi�ciu milionach osiemset pi��dziesi�ciu tysi�cach dolar�w (nie licz�c procent�w) kiedy wie, �e gdyby tylko by� nieco bardziej przewiduj�cy w wyborze dziewczyny, mia�by t� sum� w kieszeni. Niech b�dzie to sze�� milion�w. Za mniej ni� po�ow� m�g�bym w moim wieku i przy moim stanie zdrowia ca�kowicie op�aci� Pe�ny Serwis Medyczny, to znaczy wszystkie badania, leczenie, wymian�


UWAGI O GWIAZDACH NEUTRONOWYCH



    Dr Asmenion; Zajmijmy si� teraz gwiazda, kt�ra zu�y�a ca�e swe paliwo i zapada si�. M�wi�c "zapada si�" rozumiem, �e to co�, co na pocz�tku ma by� mo�e mas� i obj�to�� S�o�ca, kurczy si� do kulki o co najwy�ej dziesi�ciokilometrowej �rednicy. A to ju� jest du�a g�sto��. Wyobra� sobie, Susie, �e czubek twojego nosa jest zrobiony z tego, co gwiazdy neutronowe. Wa�y�by wtedy wi�cej ni� Gateway.
    Pytanie; A mo�e nawet wi�cej ni� ty?
    Dr Asmenion; Tylko bez dowcip�w. Nauczyciel to istota bardzo wra�liwa. A wi�c zrobione z bliska badania gwiazdy neutronowej by�yby bardzo wa�ne, nie radz� si� jednak do niej zbli�a� w l�downiku. Do czego� takiego potrzeba opancerzonej Pi�tki, a i w niej nale�a�oby raczej zachowa� odleg�o�� nie mniejsza ni� O,1 j. a. I trzeba by� naprawd� ostro�nym. Zdawa� si� wam b�dzie, �e daliby�cie rad� dolecie� bli�ej, ale skok grawitacyjny jest bardzo du�y. To praktycznie punktowe �r�d�o energii - wyst�puje tu bowiem najostrzejszy gradient grawitacji, ostrzejszy oczywi�cie wyst�puje w czarnej dziurze, ale mo�e B�g da, �e tego nigdy nie do�wiadczycie.




    tkanek i przeszczepy, kt�re uda�oby si� jeszcze we mnie wepchn��... Przed�u�y�yby one m�j �ywot o co najmniej pi��dziesi�t lat wobec tego, czego si� mog� spodziewa� bez serwisu. Za pozosta�e trzy miliony m�g�bym kupi� par� dom�w, kontrakt wyk�adowcy (najwi�ksze wzi�cie maj� w�a�nie poszukiwacze, kt�rym si� powiod�o), sta�y doch�d za reklam�wki w piezowizji, kobiety, jedzenie, samochody, podr�e, kobiety, s�aw�, kobiety... no i oczywi�cie by�y jeszcze procenty. Ich wysoko��, suma cz�sto do�� poka�na, zale�a�a od tego, czego ludziom z Wydzia�u Bada� i Studi�w uda�oby si� dokona� z tymi narz�dziami. Znalezisko Sheri to by�a w�a�nie Gateway: skarb na kra�cu t�czy!
    Do szpitala dotar�em dopiero po godzinie, musia�em pokona� trzy segmenty tunelu i pi�� poziom�w w zlotni. Ci�gle zmienia�em postanowienie i zawraca�em.
    Kiedy w ko�cu przezwyci�y�em zawi�� (czy raczej skry�em j� tak, by nie da�o jej si� zauwa�y�) i znalaz�em si� w rejestracji, Sheri spa�a. - Mo�esz wej�� - powiedzia�a siostra oddzia�owa.
    - Nie chcia�bym jej budzi�.
    Chyba ci si� nie uda - odpowiedzia�a. - No, ale nie staraj si� za bardzo. Mo�e ju� zreszt� przyjmowa� go�ci.
    Le�a�a na dole trzypi�trowego f�ka w dwunastoosobowej sali. Zaj�te by�y Jeszcze jakie� trzy czy cztery miejsca, dwa z nich oddziela�a zas�ona z mlecznego plastiku, przez kt�ry majaczy�y jedynie niewyra�ne kontury. Nie wiedzia�em, kto tam le�a�. Sheri zdawa�a si� spokojnie odpoczywa� z g�ow� na ramieniu, jej �liczne oczy by�y zamkni�te, a broda z do�eczkiem opiera�a si� na przegubie d�oni. Pozostali dwaj towarzysze wyprawy znajdowali si� w tej samej sali, jeden z nich spa�, drugi siedzia� przed holobrazem pier�cieni Saturna. Spotka�em go wcze�niej mo�e raz czy dwa, by� Kuba�czykiem, Wenezuelczykiem czy czym� w tym rodzaju, mieszkaj�cym w New Jersey. Pami�ta�em jedynie, �e ma na imi� Manny. Pogadali�my przez chwil� i obieca� powiedzie� Sheri, �e by�em. Rozmy�laj�c o ich wyprawie wyszed�em do kantyny na kaw�.
    Dotarli w okolice niewielkiej zimnej planety, opodal pomara�czowo-czerwonego ogarka gwiazdy klasy K-6.1 wed�ug tego, co m�wi� Manny, nie mieli nawet pewno�ci, czy warto by�o sobie zagraca� g�ow� l�dowaniem. Pomiary wykazywa�y promieniowanie metalu Heech�w, ale niewielkie prawie ca�e dochodzi�o spod �nie�nej pokrywy dwutlenku w�gla. Manny pozosta� na orbicie Sheri i jej trzej towarzysze wyl�dowali na planecie, odnale�li korytarze Heech�w i kiedy z trudem dostali si� do �rodka, okaza�y si� jak zwykle puste. P�niej wykryli kolejny �lad promieniowania i natkn�li si� na stary l�dowmk, kt�ry musieli otwiera� materia�em wybuchowym. W czasie tej operacji skafandry dw�ch poszukiwaczy uleg�y uszkodzeniu - chyba znale�li si� zbyt blisko wybuchu. Zanim zorientowali si�, �e co� jest nie tak, by�o ju� za p�no. Zamarzli. Sheri i jej towarzysz pr�bowali przetransportowa� ich do w�asnego l�downika, by�o to z pewno�ci� przykre i przera�aj�ce, a i tak musieli w ko�cu da� za wygran�. M�czyzna wr�ci� raz jeszcze do opuszczonego l�downika i odnalaz� tam zestaw narz�dzi, kt�ry uda�o mu si� donie�� do swojego. Potem odlecieli pozostawiaj�c cia�a zamarzni�tych. Ca�a ta eskapada trwa�a jednak d�u�ej ni� limit czasu, kiedy wi�c po��czyli si� z orbituj�cym statkiem, byli wyko�czeni. Nie bardzo zrozumia�em, co si� sta�o potem, ale najwidoczniej nie zabezpieczyli zapas�w tlenu w l�downiku po drodze sporo go stracili. Ca�� podr� powrotn� odbyli na zmmejszonych racjach tlenowych. Drugi m�czyzna mia� si� znacznie gorzej ni� Sheri. Istnia�o du�e prawdopodobie�stwo miejscowych uszkodze� m�zgu i te pi�� milion�w osiemset pi��dziesi�t tysi�cy mog�o mu si� nie na wiele przyda�. Z Sheri podobno mia�o by� wszystko w porz�dku, by�a tylko ogromnie wyczerpana.
    Nie zazdro�ci�em im tej wyprawy - zazdro�ci�em jedynie nagrody. Podnios�em si� i wzi��em sobie nast�pny kubek kawy. Kiedy wyszed�em z nim na korytarz, gdzie pod skrzynk� z bluszczem sta�o kilka �awek, zda�em sobie spraw�, �e co� mnie gryzie. Chyba to, �e tak im si� powiod�o i �e wyprawa by�a jednym z wi�kszych sukces�w w historii Gateway.
    Wcisn��em kubek z kaw� do otworu na �mieci i ruszy�em w kierunku sali wyk�adowej. Znajdowa�a si� niedaleko, a w �rodku nie by�o nikogo. Odpowiada�o mi to - nie mia�em jeszcze ochoty rozmawia� o tym, co mnie gryz�o. Nastawi�em piezofon na odczyt danych i otrzyma�em ustawienie wyprawy Sheri, dane by�y oczywi�cie og�lnie dost�pne. Zszed�em potem do kapsu�y treningowej i znowu mia�em szcz�cie, poniewa� tam te� nikogo nie by�o. Wykr�ci�em to ustawienie na selektorze kurs�w. Natychmiast uzyska�em odpowiedni kolor i kiedy nacisn��em dostrajacz, ca�y ekran sta� si� jaskrawo r�owy, z wyj�tkiem t�czy barw wzd�u� jednego boku.
    Na niebieskiej cz�ci widma znajdowa�a si� tylko jedna ciemna linia.
    Oto, pomy�la�em, koniec teorii Miecznikowa o bezpiecznych kursach. Stracili 40% za�ogi i wed�ug mnie by�a to wystarczaj�co powa�na strata, a zgodnie z tym, co mi powiedzia�, prawdziwie trudne wyprawy mia�y sze�� czy siedem takich pask�w.
    A co z ��tym?
    Wed�ug Miecznikowa, im wi�cej jasnych pask�w na ��tym, tym wy�sza nagroda.
    Ale tutaj na ��tym �adnych jasnych pask�w nie by�o. Tylko dwie grube czarne linie "absorpcyjne". To wszystko.
    Wy��czy�em selektor i usiad�em wygodnie. A wi�c m�dre g�owy znowu wypu�ci�y i og�osi�y jak�� lip�. To, co uzna�y za wska�nik bezpiecze�stwa, wcale nie oznacza�o, �e cz�owiek mo�e czu� si� bezpiecznie, za� to, co ich zdaniem by�o zapowiedzi� dobrych zysk�w, nie mia�o si� w �aden spos�b do wyprawy, kt�ra jako pierwsza od ponad roku wr�ci�a naprawd� bogata.
    I znowu wszyscy maj� r�wne szans�. I znowu cz�owiek b�dzie si� ba�.
    Przez nast�pne par� dni trzyma�em si� z dala od ludzi. Wewn�trz Gateway jest podobno osiemset kilometr�w tuneli. Trudno sobie wyobrazi�, �e jest ich a� tyle, gdy widzi si� okruch skalny maj�cy co najwy�ej dziesi�� kilometr�w �rednicy. Mimo to wolna przestrze� stanowi



UWAGI O WACHLARZACH MODLITEWNYCH



    Pytanie: Nie powiedzia�e� nam nic o wachlarzach modlitewnych, a jest to przecie� najcz�ciej spotykany artefakt.
    Profesor Hegramet: A co chcia�aby� us�ysze�?
    Pytanie: Wiemy jedynie, jak wygl�daj�. Przypominaj� zwini�ty ro�ek do lod�w z wielobarwnego kryszta�u. Gdy si� go trzyma w r�ku i naciska kciukiem, otwiera si� jak wachlarz.
    Profesor Hegramet: Tyle to i ja wiem. By�y one poddawane analizom podobnie jak ogniste per�y i krwiste diamenty. Ale nie potrafi� powiedzie�, do czego s�u�y�y. Trudno mi wyobrazi� sobie, �e Heechowie si� nimi wachlowali, lub �e si� modlili, nazw� t� wymy�lili handlarze pami�tek. Heechowie pozostawiali je wsz�dzie, nawet, gdy wszystko Inne usuwali, Pewno mieli w tym jaki� cel. Ja nie mam poj�cia jaki, ale je�li kiedy� uda mi si� go odkry�, nie omieszkam wam powiedzie�,




    jedynie oko�o dw�ch procent asteroidu, na reszt� sk�ada si� lita ska�a. Zwiedza�em bardzo wiele z tych tuneli.
    Nie znaczy to, �e ca�kowicie si� odci��em od ludzi - po prostu nie szuka�em towarzystwa. Czasami spotyka�em si� z Klar�, spacerowa�em te� z Shickym, kiedy mia� wolne - chocia� go to m�czy�o. Czasami chodzi�em sam, czasem z przypadkowo spotkanymi przyjaci�mi lub wtoczy�em si� za grup� turyst�w. Przewodnicy znali mnie i nie mieli nic przeciwko memu towarzystwu (mimo, �e nie mia�em bransolety, uczestniczy�em, b�d� co b�d�, w jednej wyprawie), dop�ki nie przysz�o im do g�owy, �e sam chcia�bym zosta� przewodnikiem. Wtedy przestali by� tacy �yczliwi.
    Mieli racj�, rzeczywi�cie si� nad tym zastanawia�em. Pr�dzej czy p�niej musia�em si� na co� zdecydowa�. Mog�em albo wyruszy� ponownie, albo wr�ci� do domu. A je�li chcia�em od�o�y� na p�niej wyb�r jednej z tych dwu r�wnie przera�aj�cych wizji, powinienem przynajmniej zdoby� pieni�dze na pokrycie bie��cych wydatk�w.
    Po wyj�ciu Sheri ze szpitala wydali�my dla niej fantastyczne przyj�cie, kt�re by�o jednocze�nie powitaniem, gratulacjami i po�egnaniem, poniewa� nast�pnego dnia odlatywa�a na Ziemi�. By�a jeszcze nieco os�abiona, ale radosna, nie bardzo mog�a ta�czy�, przesiedzieli�my wi�c na korytarzu ponad p� godziny. Przytulaj�c mnie obiecywa�a, �e b�dzie za mn� t�skni�. By�em nie�le pijany. Przysz�o mi to bez trudu, poniewa� alkohol by� za darmo, za wszystko p�acili Sheri i jej kuba�ski przyjaciel. Spi�em si� tak, �e w og�le nie po�egna�em si� z Sheri, bo musia�em lecie� do toalety, �eby pu�ci� pawia. Cho� by�em schlany, zrozumia�em swoj� strat�, by�a to oryginalna szkocka whisky ze Szkocji "Gleneagle", a nie jakie� tam miejscowe �wi�stwo, p�dzone B�g raczy wiedzie� z czego.
    Kiedy si� tego pozby�em, przeja�nia�o mi w g�owie. Wyszed�em na zewn�trz, opar�em si� o �cian� zanurzywszy twarz w bluszczu i ci�ko oddycha�em. Kiedy w ko�cu do krwi dosta�a mi si� dostateczna ilo�� tlenu, rozpozna�em Francy Hereir�, kt�ry sta� obok mnie. Zdo�a�em nawet wykrztusi�: - Cze��!
    U�miechn�� si� przepraszaj�co. - Ten zapach nieco mi przeszkadza.
    - Przykro mi - powiedzia�em obruszony, a on wygl�da� na zaskoczonego.
    - O co ci chodzi? Chcia�em powiedzie�, �e na kr��owniku jest ju� wystarczaj�co okropnie, ale za ka�dym razem, kiedy schodz� na Gateway, zastanawiam si�, jak wy to znosicie. A w pokojach - tfu!
    - Nic nie szkodzi - powiedzia�em wspania�omy�lnie, klepi�c go po ramieniu. - Musz� si� po�egna� z Sheri.
    - Nie ma jej ju�. Zm�czy�a si� i zabrali j� do szpitala.
    - Zatem - rzek�em - powiem dobranoc tylko tobie. - Sk�oni�em si� i ruszy�em chwiejnym krokiem wzd�u� tunelu. Trudno si� chodzi po pijanemu przy sile przyci�gania bliskiej zeru, cz�owiek t�skni do stukilowego ci�aru, kt�ry przytrzymywa�by go mocno przy ziemi. Z tego, co mi potem opowiedziano, dowiedzia�em si�, �e �ci�gn��em ze �ciany spor� p�k� z bluszczem, a z tego, co czu�em nast�pnego ranka, wywnioskowa�em, �e musia�em uderzy� g�ow� w co� na tyle twardego, �e zostawi�o to na niej fioletowy siniak wielko�ci ucha. Zda�em sobie spraw�, �e Francy idzie za mn� i pomaga mi utrzyma� kierunek, a mniej wi�cej w po�owie drogi zorientowa�em si�, �e po mojej drugiej stronie jest jeszcze kto�. Spojrza�em:
    by�a to Klara. Bardzo mgli�cie pami�tam, jak k�adziono mnie do ��ka, a kiedy nast�pnego ranka obudzi�em si� potwornie skacowany, by�em zaskoczony widz�c j� obok siebie.
    Wsta�em i staraj�c si� jak najmniej ha�asowa� ruszy�em w kierunku �azienki czuj�c ogromn� potrzeb� zwr�cenia dalszej porcji alkoholu. Zaj�o mi to sporo czasu i zako�czy�em spraw� kolejnym prysznicem - drugim w ci�gu czterech dni, co przy stanie moich finans�w by�o szalon� ekstrawagancj�. Poczu�em si� jednak nieco lepiej i kiedy wr�ci�em do pokoju. Klara



RAPORT KORPORACJI: ORBITA 37



    W tym okresie powr�ci�y 74 statki z og�ln� liczb� 216 os�b. Za zaginione uznano 20 kolejnych statk�w z 54 cz�onkami za�ogi. Ponadto podczas wypraw zgin�o lub zmar�o na skutek odniesionych obra�e� 19 poszukiwaczy, kt�rych statki powr�ci�y. Trzy z nich nie nadaj� si�, ze wzgl�du na stopie� uszkodzenia, do dalszej eksploatacji.
    Raporty l�dowa� - 19. Na pi�ciu ze zbadanych planet wyst�puje �ycie na poziomie mikroskopowym lub wy�szym, na jednej zaobserwowano zorganizowane �ycie ro�linne lub zwierz�ce, na �adnej nie odnaleziono istot inteligentnych.
    Artefakty: Przywieziono kolejne pr�bki znanych nam urz�dze� Heech�w. Nie odkryto artefakt�w innego pochodzenia ani nowych typ�w artefakt�w.
    Pr�bki: 145 chemicznych lub mineralnych. �adna z nich nie uzasadnia podj�cia eksploatacji. 31 �ywych organicznych. Trzy z nich, uznane za niebezpieczne, zosta�y porzucone w Kosmosie. �adna nie posiada warto�ci uzasadniaj�cych eksploatacj�.
    Nagrody naukowe: 8 754 000 dol.
    Inne nagrody pieni�ne wyp�acone w tym czasie (��cznie z procen-tami): 357 856 000 dol. Nagrody i procenty za nowe odkrycia (wy��czaj�c nagrody naukowe): 0.
    Personel stacjonuj�cy lub opuszczaj�cy Gateway w tym czasie: 151. Osoby, kt�re zgin�y w wypadkach: 75 (w tym dwie podczas �wicze� w l�downiku). Osoby medycznie niesprawne pod koniec roku: 84. Straty ca�kowite - 310.
    Nowy personel, kt�ry przyby� w ww. okresie: 415. Powracaj�cy na stanowiska: 66. Og�lny wzrost zatrudnienia: 481. Przyrost personelu netto: 171.




    by�a ju� na nogach, przynios�a sk�d� herbat�, prawdopodobnie od Shicky'ego, i czeka�a na mnie.
    - Dzi�kuj� - powiedzia�em ze szczer� wdzi�czno�ci�. By�em ca�kowicie odwodniony.
    - Pij po jednym �yczku, staruszku - poradzi�a z trosk�, ale i tak sam dobrze wiedzia�em, �e nie mog� �o��dka do niczego zmusza�. Uda�o mi si� wypi� dwa �yki, po czym znowu wyci�gn��em si� w hamaku, lecz wtedy by�em ju� prawie pewien, �e wy�yj�.
    - Nie spodziewa�em si� ciebie tutaj.
    - By�e� cokolwiek natarczywy - odrzek�a. - A nie wychodzi�o ci najlepiej, cho� mia�e� ogromn� ochot�.
    - Bardzo mi przykro.
    Wyci�gn�a d�o� i �cisn�a moj� stop�. - Nie przejmuj si�. Co porabia�e�?
    - Jako� tam by�o. Bardzo mi�e przyj�cie. Ale chyba ci� tam nie widzia�em.
    Potrz�sn�a g�ow�. - Przysz�am p�no. A je�li chodzi o �cis�o�� - nie by�am zaproszona.
    Nie odpowiedzia�em, wyczuwa�em, �e Klara i Sheri nie lubi� si� zbytnio, prawdopodobnie ze wzgl�du na mnie. - Nigdy nie interesowa�y mnie Skorpiony - zacz�a Klara czytaj�c w moich my�lach. - Szczeg�lnie takie nie ca�kiem dojrza�e z obrzydliw�, ogromn� szcz�k�. Nie mo�na si� po nich spodziewa� ani inteligencji ani dowcipu. - Ale po chwili odda�a Sheri sprawiedliwo��: - Nie spos�b jej jednak odm�wi� odwagi.
    - Nie mam ochoty na sprzeczki - odrzek�em.
    - Jakie tam sprzeczki - nachyli�a si� przytulaj�c moj� g�ow�. Pachnia�a potem i kobieco�ci�, w innej sytuacji by�oby to ca�kiem mi�e. Ale w tej chwili nie bardzo mi odpowiada�o.
    - Co si� sta�o z olejkiem pi�mowym? - spyta�em.
    - S�ucham?
    Nagle dotar�o do mnie to, z czego zdawa�em sobie spraw� ju� od d�u�szego czasu. - Kiedy� cz�sto u�ywa�a� tych perfum. To pierwsza rzecz, kt�r� u ciebie zauwa�y�em. - Przypomnia�a mi si� uwaga Francy Hereiry o smrodzie na Gateway i u�wiadomi�em sobie, �e ju� od bardzo dawna nie pami�tam, �eby Klara szczeg�lnie �adnie pachnia�a.
    - Kochanie, czy koniecznie chcesz si� ze mn� pok��ci�?
    - Sk�d�e, jestem tylko ciekaw, kiedy przesta�a� ich u�ywa�? Wzruszy�a ramionami i nic nie odpowiedzia�a, chyba �e za odpowied� mo�na uzna� poirytowan� min�. Mnie to wystarczy�o, bo do�� cz�sto powtarza�em jej, jak bardzo lubi� ten zapach. - Jak tam kuracja? - spyta�em zmieniaj�c temat.
    Niewiele to pomog�o.
    - Pewnie si� fatalnie czujesz - odpowiedzia�a ch�odno Klara. - Chyba ju� sobie p�jd�.
    - Ale ja naprawd� jestem ciekaw - nalega�em. - Chcia�bym si� dowiedzie�, czy co� ci to daje. - Nie wspomnia�a mi ani s�owa o psychiatrze, cho� wiedzia�em, �e si� do niego zapisa�a, mam wra�enie, �e na wizyty u niego po�wi�ca�a dwie, trzy godziny dziennie. U niego lub u maszyny. Postanowi�a przecie� skorzysta� z us�ug komputera Korporacji.
    - Nienajgorzej - odpowiedzia�a jakby nieobecna.
    - Czy uda�o ci si� ju� przezwyci�y� fiksacj� na tle ojca? - spyta�em.
    - Bob - zapyta�a - nie przysz�o ci kiedy� do g�owy, �e i tobie przyda�aby si� pomoc?
    - Zabawne, Louise Forehand powiedzia�a mi dok�adnie to samo.
    - To wcale nie jest zabawne. Zastan�w si� nad tym. Do zobaczenia. Po jej wyj�ciu odchyli�em g�ow� do ty�u i zamkn��em oczy. Psychiatra! Na co mi to? Potrzebowa�em jedynie takiego sukcesu jak Sheri... A na to potrzebna mi by�a tylko... tylko... Tylko odwaga, by zg�osi� si� na kolejn� wypraw�. Wygl�da�o jednak, �e odwagi tej mia�em bardzo niewiele.
    Czas przemyka� mi mi�dzy palcami, a mo�e to ja sam ten czas zabija�em. Pewnego dnia, na przyk�ad, wybra�em si� do muzeum. Zainstalowano ju� pe�en zestaw holobraz�w przedstawiaj�cych znalezisko Sheri. Wy�wietla�em je dwa czy trzy razy po to tylko, by zobaczy� jak wygl�da siedemna�cie milion�w pi��set pi��dziesi�t tysi�cy. Ca�o�� sprawia�a wra�enie bezwarto�ciowych rupieci, szczeg�lnie kiedy ukazywa� si� ka�dy przedmiot osobno. By�o tam jakie� dziesi�� wachlarzy modlitewnych, co dowodzi�o, jak przypuszczam, �e Heechowie lubili do��cza� przedmioty artystyczne nawet do zestawu kluczy samochodowych - czyli tego, czym m�g� by� ten zestaw jakby tr�jk�tnych �rubokr�t�w z elastycznymi ko�c�wkami - kluczy nasadkowych, ale wykonanych z jakiego� mi�kkiego materia�u, elektrycznych pr�bnik�w oraz przedmiot�w, kt�re nie przypomina�y niczego, co w �yciu widzia�em. Roz�o�one pojedynczo sprawia�y wra�enie przypadkowo zestawionych, ale tak idealnie pasowa�y do siebie i mie�ci�y si� w p�askich wy�cie�anych pude�kach tworz�cych ca�y komplet, �e stanowi�y przyk�ad mistrzowskiego wykorzystania przestrzeni. Siedemna�cie milion�w pi��set pi��dziesi�t tysi�cy! Gdybym nie rozsta� si� z Sheri, m�g�bym by� teraz przy forsie. . '
    Lub na tamtym �wiecie.
    Zatrzyma�em si� przy mieszkaniu Klary, chwil� si� tam pokr�ci�em, ale nie doczeka�em si�. To nie by�a jej pora na wizyt� u psychiatry. Z drugiej jednak strony nie by�em ju� na bie��co z jej aktualnym rozk�adem dnia. Znalaz�a sobie nast�pne dziecko, kt�remu matkowa�a, gdy rodzice nie mieli czasu - ma�� czarn� dziewczynk�, mo�e czteroletni�, kt�ra przyjecha�a na Gateway z matk� astrofizyczk� i ojcem egzobiologiem. A czy Klara nie poszuka�a sobie jakiego� innego jeszcze zaj�cia, tego nie wiedzia�em.
    Powoli ruszy�em w kierunku mego pokoju, Louise Forehand wyjrza�a ze swoich drzwi, po czym wesz�a za mn�. - Bob - zapyta�a z napi�ciem w g�osie - czy co� s�ysza�e�, �e maj� og�osi� jak�� wysok� premi� za niebezpiecze�stwo?
    Zrobi�em jej miejsce obok siebie. - Ja? Nie, sk�d mia�bym wiedzie�? - Jej blada, muskularna twarz by�a bardziej zaci�ta ni� zazwyczaj, nie mia�em poj�cia dlaczego.
    - My�la�am, �e mo�e co� s�ysza�e�, od Dane Miecznikowa na przyk�ad. Wiem, �e si� znacie, i widzia�am, jak w szkole rozmawia� z Klar�. - Nic na to nie odpowiedzia�em, bo tak naprawd� nie wiedzia�em co. - Kr��� plotki, �e przygotowuje si� do�� ryzykown� wypraw� naukow�. Chcia�abym w niej wzi�� udzia�.
    Obj��em j�. - Co si� sta�o?
    - Uznali, �e Willa nie �yje. - Zacz�a p�aka�.
    Przytuli�em j� i da�em si� jej wyp�aka�. Pocieszy�bym j�, gdybym wiedzia� jak, ale czy w og�le by� na to jaki� spos�b? Po chwili wsta�em i poszpera�em w szafce w poszukiwaniu skr�ta, kt�rego Klara zostawi�a tam par� dni temu. Znalaz�em go, zapali�em i poda�em Louise.
    Zaci�gn�a si� d�ugo, g��boko i wypu�ci�a dym dopiero po chwili. - Ona nie �yje. Bob - powiedzia�a. Nie p�aka�a, by�a przygn�biona, ale zd��y�a si� ju� rozlu�ni�, co wyra�nie wida� by�o po mi�niach szyi i kr�gos�upie.
    - Jeszcze mo�e wr�ci�, Louise.
    - Nie. - Potrz�sn�a g�ow�. - Korporacja uzna�a jej statek za zaginiony. Owszem, statek mo�e jeszcze i wr�ci, ale Willa nie b�dzie �y�a. Ostatnia racj� �ywno�ci zu�yli dwa tygodnie temu. - Zapatrzy�a si� na chwil� przed siebie, potem westchn�a i unios�a si�, by jeszcze raz poci�gn��. - Gdyby tylko Sess by� tutaj - powiedzia�a opadaj�c do ty�u i wyci�gaj�c si�, wyczuwa�em d�oni� pulsowanie jej mi�ni.
    Zauwa�ylem, �e skr�t zaczyna dzia�a�. Na mnie na pewno. To nie by�o zwyk�e doniczkowe paskudztwo wci�ni�te mi�dzy bluszcz na Gateway. Klarze uda�o si� zdoby� prawdziw� Czerwon� Neapolita�sk� od jednego z ch�opc�w z kr��ownika, uprawian� w cieniu winnic Lacrima Cristi na zboczu Wezuwiusza. Louise odwr�ci�a si� do mnie i wtuli�a brod� w zagi�cie mojej szyi. - Ja tak bardzo kocham swoj� rodzin� - powiedzia�a ju� spokojnie.


OG�OSZENIA DROBNE



    POTRZEBUJ� twojej odwagi, by wyruszy� po p� miliona plus premi�. Nie pro� - rozkazuj! 87-299.
    PUBLICZNA AUKCJA przedmiot�w osobistego u�ytku os�b, kt�re nie powr�ci�y. Plac Korporacji, Charlie 9, Jutro 13.00-17.00.
    TWOJE D�UGI zostan� sp�acone, gdy uzyskasz Jedno��. On/Ona jest Heechem i wybacza. Ko�ci� Cudownie Utrzymanego Motocykla. 88.344.
    JEDYNIE MONOSEKSUALI�CI - celem wzajemne zrozumienie. Pieszczoty wykluczone. 87-913.




    - My�la�am, �e si� w ko�cu nam powiedzie. Przecie� ju� najwy�sza pora.
    - Kochanie - wyszepta�em z twarz� zanurzon� w jej w�osach. Jej w�osy zaprowadzi�y do ucha, ucho do warg i tak krok po kroku zatapiali�my si� w mi�o�� delikatnie, spokojnie, nie czuj�c up�ywu czasu. Powoli odpr�ali�my si�. Louise kocha�a si� z du�ym wyczuciem, by�a rozlu�niona i otwarta. Po kilku miesi�cach nerwowych paroksyzm�w Klary czu�em si� z ni� bezpiecznie jak dziecko. Na koniec u�miechn�a si�, poca�owa�a mnie i odwr�ci�a si�. Le�a�a nieruchomo, spokojnie oddychaj�c. Milcza�a przez d�u�sz� chwil� i dopiero kiedy poczu�em wilgo� na nadgarstku, zorientowa�em si�, �e znowu p�acze.
    - Przepraszam ci� - powiedzia�a, gdy pr�bowa�em j� pog�aska�. - My�my po prostu nigdy nie mieli szcz�cia. S� takie dni, gdy mi to nie przeszkadza, ale kiedy indziej nie mog� ju� znie�� tej my�li. Dzisiaj akurat jest z�y dzie�.
    - Jeszcze si� jako� wszystko u�o�y.
    - Nie wydaje mi si�. Przesta�am ju� w to wierzy�.
    - Jako� tu przecie� dotar�a�. Czy to nie jest ju� szcz�ciem? Obr�ci�a si� do mnie i spojrza�a mi g��boko w oczy.
    - Zastan�w si� - powiedzia�em - ilu m�czyzn gotowych jest odda� swoje j�dra tylko po to, by si� tutaj dosta�?
    - Bob - zacz�a powoli i przerwa�a. Chcia�em co� powiedzie�, ale zamkn�a mi usta d�oni�. - Czy wiesz, jak zdobyli�my pieni�dze?
    - Oczywi�cie, Sess sprzeda� sw�j aerolot.
    - Sprzedali�my du�o wi�cej. Za aerolot mieli�my zaledwie sto tysi�cy, co nie starczy�oby nawet na jeden bilet. Dostali�my pieni�dze od Hata.
    - Waszego syna? Tego, kt�ry zmar�?
    - Mia� guz na m�zgu. Mo�na by�o zahamowa� jego rozw�j, bo znale�li go w por�, albo prawie w por�. Operacja pewnie by si� uda�a. M�g�by jeszcze �y� co najmniej dziesi�� lat, cho� oczywi�cie w nie najlepszym zdrowiu. Naruszone zosta�y o�rodki mowy i centrum nerwowe. Ale m�g�by przecie� teraz �y�. Tylko �e - podnios�a r�k� z mojej piersi i potar�a ni� po twarzy, cho� nie p�aka�a - nie chcia�, �eby pieni�dze za aerolot posz�y na jego Czasowy Serwis Medyczny. Wystarczy�oby ich zaledwie na pokrycie koszt�w zabiegu i potem znowu zostaliby�my bez grosza. Wi�c po prostu sprzeda� si�, Bob, wszystko, co mia�, nie tylko j�dra. Sprzeda� si� ca�y. By�y to doskona�ej jako�ci narz�dy dwudziestodwuletniego m�czyzny rasy nordyckiej warte kup� forsy. Zg�osi� si� do lekarzy, a oni, jak si� to m�wi? u�pili go. Kawa�ki Hata tkwi� teraz pewnie w kilkunastu osobach. Wszystko posz�o na przeszczepy - nam wyp�acono pieni�dze. By�o tego prawie milion, op�acili�my w ten spos�b lot na Gateway i jeszcze troch� zosta�o. Tak wi�c wygl�da to nasze szcz�cie.
    - Bardzo mi przykro - powiedzia�em.
    - Niepotrzebnie. Po prostu nam si� nie wiedzie. Hat nie �yje, Willa le�. B�g raczy wiedzie�, gdzie jest m�j m�� i nasze ostatnie �yj�ce dziecko. A ja jestem tutaj, Bob, i przyznam si�, �e bardzo cz�sto z ca�ego serca chcia�abym te� umrze�.
    Zostawi�em j� �pi�c� w moim ��ku i zszed�em do Parku Centralnego. Wst�pi�em po drodze do Klary, a poniewa� jej nie by�o, napisa�em, gdzie jestem, i sp�dzi�em nast�pn� godzin� le��c na plecach i przygl�daj�c si�, jak dojrzewaj� owoce morwy. Nie by�o tam nikogo opr�cz mnie i paru turyst�w, kt�rzy po�piesznie zwiedzali park przed odlotem z Gateway. Nie zwraca�em na nich uwagi i nawet nie zauwa�y�em, kiedy odeszli. Serdecznie wsp�czu�em Louise i wszystkim Forehandom, ale jeszcze bardziej wsp�czu�em samemu sobie. Oni nie mieli szcz�cia - ale to, czego mnie brakowa�o, bola�o jeszcze bardziej: ja nie mia�em odwagi sprawdzi�, dok�d by mnie moje szcz�cie zawiod�o. Chore spo�ecze�stwa wy�uskuj� odwa�nych �mia�k�w, tak jak wyciska si� pestki z winogron. A pestki niewiele maj� ju� wtedy do powiedzenia. Podejrzewam, �e podobnie rzecz si� mia�a z �eglarzami Kolumba czy pionierami przedzieraj�cymi si� przez terytoria Komancz�w, na pewno byli, jak ja, nieprzytomni ze strachu, ale te� nie mieli wielkiego wyboru. Tak jak i ja. A B�g jeden tylko wie, jak strasznie si� ba�em.
    Nagle us�ysza�em jakie� g�osy - g�os dziecka i delikatny powolny �miech Klary. Usiad�em.
    - Cze��, Bob - powiedzia�a zatrzymuj�c si� przede mn� i k�ad�c r�k� na k�dzierzawej g��wce malutkiej, czarnej dziewczynki. - To jest Watty.
    - Cze��, Watty.
    Nawet mnie samemu m�j g�os wyda� si� dziwny. Klara przyjrza�a mi si� dok�adnie. - Co si� sta�o? - spyta�a.
    Odpowiedzi na to pytanie nie mo�na by�o zamkn�� w pojedynczym zdaniu, zdecydowa�em si� wi�c na wyb�r jednej tylko kwestii. - Will� Forehand uznano za martw�.
    Klara skin�a g�ow� bez s�owa. - Rzu� pi�k� - pisn�a Watty. Klara rzuci�a pi�k� w kierunku dziewczynki, ta z�apa�a j� i odrzuci�a, ca�y czas adagio jak wszystko na Gateway.
    - Louise jest zdecydowana wyruszy� po premi� za ryzyko - powiedzia�em. - Wydaje mi si�, �e chce, �ebym j�, to znaczy �eby�my j� ze sob� zabrali.
    - Ach tak?
    - Co ty na to? Czy Dane wyjawi� ci ju� swoje sekrety?
    - Nie! Nie widzia�am si� z Dane'em ju� od... nawet nie pami�tam kiedy. A poza tym dzisiaj rano wyruszy� w Jedynce.
    - Nie zrobi� po�egnalnego przyj�cia - zaprotestowa�em zdziwiony. Wyd�a wargi.
    - Uwaga! Prosz� pana! Leci! - zawo�a�a dziewczynka. Rzucona pi�ka przyfrun�a w moim kierunku jak wype�niony gor�cym powietrzem balon, ale mimo to o ma�y w�os si� z ni� nie rozmin��em. M�j umys� poch�ania�o co� innego. Odrzuci�em pi�k� koncentruj�c na niej uwag�.
    - Przepraszam ci�. Bob - zacz�a Klara po chwili. - By�am chyba w kiepskim nastroju.
    - Hm. - M�j m�zg intensywnie pracowa�.
    - Prze�ywali�my ostatnio trudny okres - powiedzia�a pojednawczo. - Chcia�abym ci to jako� wynagrodzi�. Mam co� dla ciebie.
    Rozejrza�em si� wok�, a ona wzi�a moj� d�o� i wsun�a to co� na r�k�. By�a to bransoleta ekspedycyjna z metalu Heech�w, musia�a kosztowa� co najmniej pi��set dolar�w. Nie sta� mnie by�o na co� takiego. Gapi�em si� na prezent nie bardzo wiedz�c, co powiedzie�.
    - Bob?
    - Co?
    - Zwykle w takich sytuacjach m�wi si� "dzi�kuj�" - w jej g�osie brzmia�a nutka niecierpliwo�ci.
    - Wypada r�wnie� - odrzek�em - m�wi� prawd�. A nie twierdzi�, �e nie widzia�a� Dane'a, je�li sp�dzi�a� z nim wczorajszy wiecz�r.
    - Szpiegujesz mnie! - �achn�a si�.
    - A ty mnie ok�amujesz!
    - Nie jestem twoj� w�asno�ci�. Dane te� jest cz�owiekiem, a poza tym dobrym przyjacielem.
    - Przyjacielem! - warkn��em. To ostatnia rzecz, jak� mo�na o Miecznikowie powiedzie�. Na sam� my�l, �e Klara z nim spa�a, �ciska�o mnie w kroku. Nie podoba�o mi si� to uczucie, bo nie wiedzia�em, jak je nazwa�. To nie by�a zwyk�a z�o��, czy nawet zazdro��. By�o w tym co� dla mnie niezrozumia�ego. - Przecie� to dzi�ki mnie go pozna�a�! - warkn��em ponownie, zdaj�c sobie spraw� z nielogiczno�ci tego okrzyku.
    - Nie daje ci to do mnie �adnego prawa! No dobrze - Klara by�a zniecierpliwiona. - Mo�e rzeczywi�cie przespa�am si� z nim kilka razy. Ale to w niczym nie zmienia mojego stosunku do ciebie.
    - Zmienia za to m�j do ciebie.
    - I ty �miesz - spojrza�a na mnie z niedowierzaniem - m�wi� co� podobnego, sam �mierdz�c jeszcze jak�� tani� kurewk�?
    To by� cios poni�ej pasa. - Nie by�o w tym nic taniego. Pociesza�em zbola�� kobiet�.
    Roze�mia�a si�. By� to nieprzyjemny odg�os, z�o�ci nie da si� ukry�. - Louise Forehand? Czy wiesz, �e ona dawa�a dupy, by dosta� si� tutaj?
    Dziewczynka trzyma�a teraz pi�k� w r�kach i przygl�da�a si� nam. Wida� by�o, �e j� przestraszyli�my. - Nie pozwol� ci ze mnie kpi� - powiedzia�em wi�c, staraj�c si� zapanowa� nad g�osem nie dopuszczaj�c, by zabrzmia� w nim gniew.
    - Ach - rzek�a z niewypowiedzianym obrzydzeniem i odwr�ci�a si� odchodz�c. Wyci�gn��em r�k�, by j� dotkn��, ale za�ka�a i uderzy�a mnie, najmocniej, jak tylko mog�a. Jej d�o� trafi�a w moje rami�.
    I to by� b��d.


UWAGI NA TEMAT METALURGII



    Pytanie: S�ysza�em kiedy�, �e metal Heech�w zosta� zbadany przez Narodowe Biuro Norm?
    Profesor Hegramet Nieprawda.
    Pytanie: Widzia�em taki program w piezowizji...
    Profesor Hegramet: Nie. To, co widzia�e�, to sprawozdanie Biura Norm dotycz�ce szacunku ilo�ciowego metalu Heech�w. To nie by�a analiza, lecz opis. Wytrzyma�o�� na rozci�ganie, si�a prze�omu, temperatura topnienia i tak dalej.
    Pytanie: Nie bardzo rozumiem, na czym polega r�nica?
    Profesor Hegramet; Wiemy dok�adnie, jak si� ten metal zachowuje. Nie wiemy jednak, czym jest. A jaka jest najciekawsza w�a�ciwo�� metalu Heech�w? Teri?
    Pytanie: To, �e si� b�yszczy ?
    Profesor Hegramet; Tak, b�yszczy si�. Emituje �wiat�o, kt�re wystarcza do o�wietlenia pomieszcze� i kt�re nale�y zakrywa�, gdy chcemy mie� ciemno, i b�yszczy tak ju� przynajmniej od p� miliona lat. Sk�d bierze si� ta energia? Biuro twierdzi, �e metal ten zawiera pierwiastki transuranowe, kt�re powoduj� promieniowanie, tylko �e nie wiemy dok�adnie, co to za pierwiastki. Jest tam r�wnie� co�, co przypomina izotop miedzi. A mied� przecie� nie posiada �adnych sta�ych izotop�w. Jak dot�d. Biuro zatem podaje dok�adna cz�stotliwo�� niebieskiego �wiat�a oraz wszelkie w�a�ciwo�ci fizyczne z dok�adno�ci� do �smej czy dziewi�tej cyfry po przecinku, ale nie m�wi, jak mo�na taki metal wyprodukowa�.




    To zawsze jest b��dem, bez wzgl�du na racjonalne wyt�umaczenie, najwa�niejsze s� sygna�y. A ten by� niedobry. Wilki nie dobijaj� si� nawzajem, poniewa� mniejszy i s�abszy osobnik zawsze poddaje si�. Przewraca si� wtedy na grzbiet, ods�ania gard�o i unosz�c �apy sygnalizuje, �e jest zwyci�ony. Po czym� takim zwyci�zca nie mo�e ju� zaatakowa�. W przeciwnym razie wilki dawno ju� by wygin�y. Z podobnego powodu m�czy�ni nie zabijaj� kobiet, a przynajmniej nie przez pobicie na �mier�. Nawet je�li bardzo tego chc�, co� im na to nie pozwala. Je�li jednak kobieta pope�nia b��d posy�aj�c m�czy�nie niew�a�ciwy sygna�, czyli uderzaj�c go pierwsza...
    Waln��em j� cztery czy pi�� razy - tak mocno, jak tylko mog�em - w pier�, twarz, brzuch. Upad�a na ziemi�, �kaj�c. Ukl�k�em obok niej, jedn� r�k� unios�em jej g�ow� i absolutnie z zimn� krwi� uderzy�em jeszcze dwukrotnie. Ca�a scena, jakby zaaran�owana przez Boga, rozwija�a si� w spos�b nieunikniony. Dysza�em, jakbym biegiem wspi�� si� na jak�� wysok� g�r�. W uszach �omota�a mi krew, wzrok m�ci�a czerwonawa mgie�ka.
    Us�ysza�em w ko�cu daleki, cichy p�acz.
    Zobaczy�em wpatruj�c� si� we mnie z otwartymi ustami ma�� Watty; po jej fioletowoczarnych policzkach sp�ywa�y �zy. Chcia�em do niej podej��, uspokoi� j�, ale krzykn�a i uciek�a za winoro�l�.
    Odwr�ci�em si� wi�c do Klary, kt�ra siedzia�a nie patrz�c na mnie, d�oni� zakrywa�a usta. Po chwili oderwa�a j� i spojrza�a na co�, co w niej trzyma�a, by� to z�b.
    Nic nie powiedzia�em. Nie wiedzia�em co i nie bardzo wierzy�em, �e co� wymy�l�. Odwr�ci�em si� wi�c i odszed�em.
    Nie pami�tam ju�, co robi�em przez nast�pne kilka godzin.
    Nie spa�em, cho� by�em fizycznie wycie�czony. Przez kr�tk� chwil� siedzia�em u siebie w pokoju na szafce. Potem znowu wyszed�em. Pami�tam, �e z kim� rozmawia�em. Chyba czarowa�em jakiego� turyst� z Wenus, �e zaw�d poszukiwacza jest ryzykowny, cho� jednocze�nie zajmuj�cy. Pami�tam te�, �e jad�em co� w kantynie. A przez ca�y ten czas my�la�em tylko o jednym - chcia�em zabi� Klar�. Od dawna ju� t�umi�em t� nagromadzon� furi� i nawet jej sobie nie u�wiadamia�em, dop�ki Klara nie poci�gn�a za spust.
    Nie wiedzia�em, czy mi kiedykolwiek wybaczy. Nie by�em pewien, czy powinna, a nawet - czy ja tego chc�. I tak nie mog�em sobie wyobrazi�, �e kiedykolwiek jeszcze p�jdziemy do ��ka. W ko�cu jednak nabra�em pewno�ci, �e pragn� przynajmniej j� przeprosi�.
    Tyle tylko, �e nie by�o jej w domu. W mieszkaniu zasta�em jedynie pulchn� m�od� Murzynk�, kt�ra z pe�nym tragizmu wyrazem twarzy powoli uk�ada�a ubrania. Kiedy spyta�em o Klar�, zacz�a p�aka�. - Wyjecha�a - zaszlocha�a.
    - Wyjecha�a?
    - Och, wygl�da�a tak okropnie! Kto� j� musia� pobi�. Przyprowadzi�a Watty i powiedzia�a, �e nie b�dzie mog�a si� ni� zajmowa�. Odda�a mi wszystkie swoje ubrania. Ale co ja zrobi� z Watty, kiedy b�d� sz�a do pracy?
    - Dok�d wyjecha�a?
    Kobieta podnios�a g�ow�. - Wr�ci�a na Wenus. Jej statek odlecia� godzin� temu.
    Nie rozmawia�em ju� z nikim wi�cej. Uda�o mi si� jako� zasn�� we w�asnym ��ku i to bez niczyjego towarzystwa.
    Obudziwszy si� spakowa�em swoje rzeczy - ubrania, holodyski, szachy, zegarek. Tak�e bransolet� Heech�w, kt�r� dosta�em od Klary. Sprzeda�em je, wybra�em wszystko z konta i zabra�em do kupy ca�� sum�, kt�ra wynios�a 1400 dolar�w plus jakie� drobne. Wzi��em pieni�dze do kasyna i postawi�em je na numer 31.
    Du�a, powolna kula wpad�a do zielonej przegr�dki. Zero. Przegra�em. Zszed�em wi�c do Kontroli Lot�w i zg�osi�em si� na najbli�sz� Jedynk�. Dwadzie�cia cztery godziny p�niej by�em ju� w Kosmosie.



Strona g��wna     Indeks